ISTNIENIE PLACÓWEK

  1. Istnienie takich placówek nie jest jedynym zna­kiem czasu. Dość zapytać o ubój koni — z 30—50 sztuk przed laty zmniejszył się on dziś do 2—3 dzien­nie. Można również pogadać z najstarszymi pracowni­kami rzeźni, panami Rojskim lub Popiołkiem, by zo­stać poinformowanym o humanitarnych zmianach, które nastąpiły, by dowiedzieć się ze zgrozą o maczu­gach („szlagach”), którymi niegdyś ogłuszano zwie­rzęta. No i tak wiedzie swój codzienny żywot rzeźnia, sto­łeczna instytucja, której można nie lubić, instytucja, którą trzeba tolerować, dopóki wszyscy nie staniemy się jaroszami.Dożyliśmy czasów, gdy tymi sprawami zajęli się in­żynierowie, technolodzy mięsa i lekarze w białych fartuchach. Mało to wpłynęło na smak cielęciny i pod­robów, ale przynajmniej brzmi serio.

Znalazłeś się tutaj dzięki poniższej frazie kluczowej:

Witaj na moim serwisie! Znajdziesz tutaj wiele ciekawych wpisów dotyczących urbanistyki i polityki. Zapraszam do czytania i komentowania naszego serwisu. Zapraszam do czytania!
Wszelkie prawa zastrzeżone ©